Moje podroze czyli z dziennika grafomanki w srednim wieku

podróże literackie

Sklepy cynamonowe Bruno Schulz

Nie jest to pierwsze moje spotkanie z twórczością tego prozaika, choć pierwsze bezpośrednie. Oglądałam film „Sanatorium pod Klepsydrą”, zainspirowany Opowiadaniami Schulza. I chociaż mnie on nie urzekł, to podobał mi się. Sięgnęłam po książkę skuszona „pachnącym, cudownym i obiecującym” tytułem. Niestety Sklepy cynamonowe stały się moim Waterloo. Poległam całkowicie, totalnie, na całej linii.

„Sklepy cynamonowe” to opublikowany w 1933 r. pierwszy zbiór opowiadań autora, który udało się wydać dzięki wstawiennictwu Zofii Nałkowskiej.

Opowiadania przenoszą w świat małego, sennego miasteczka, w którym znawcy dostrzegają podobieństwa do rodzinnego miasta pisarza – Drohobycza.  Zawierają one opis dziejów rodziny pisarza, ale nie jest to opis będący odzwierciedleniem rzeczywistości, jest to opis pełen odniesień mitologicznych, pełen porównań, wizji. Zapewne dlatego prozę Schulza określa się mianem poezji.  Narrator opisuje każdy szczegół rzeczywistości nie nazywając go nazwą rzeczywistą, ale poprzez użycie licznych odniesień, porównań, aluzji, przymiotników, ozdobników nadaje mu znaczenie nierzeczywiste - mityczne. Używa zdań wielokrotnie złożonych, przy których czytaniu gubię sens, gdyż dotarłszy do jego końca nie pomnę początku.  Używa on słów, które dawno wyszły „z obiegu” (telluryczny, dymancje, suficjencja). 

Moja wyobraźnia wędruje często bezdrożami, ale są to bezdroża nie mającej stycznej z bezdrożami myśli narratora „Sklepów cynamonowych”.

Cytat z opowiadania Sierpień;

Zdawało się, że te drzewa afektują wicher, wzburzając teatralnie swe korony, ażeby w patetycznych przegięciach ukazać wytworność wachlarzy listnych o srebrzystym podbrzuszu, jak futra szlachetnych lisic. Stare domy, polerowane wiatrami wielu dni, zabawiały się refleksami wielkiej atmosfery, echami, wspomnieniami barw, rozproszonymi w głębi kolorowej pogody. Zdawało się, że całe generacje dni letnich (jak cierpliwi sztukatorzy, obijający stare fasady z pleśni tynku) obtłukiwały kłamliwą glazurę, wydobywając z dnia na dzień wyraźniej prawdziwe oblicze domów, fizjonomię losu i życia, które formowało je od wewnątrz. Teraz okna, oślepione blaskiem pustego placu, spały; balkony wyznawały niebu swą pustkę; otwarte sienie pachniały chłodem i winem.”

 
To, co może czytelników zachwycać w tej książce mnie właśnie do niej zniechęca. Język określany poetyckim, zachwycającym, nowatorskim, genialnym jest dla mnie nużący, męczący, odstraszający, zniechęcający. Nie potrafię zachwycić się poezję zawartą na kartach tej książki.

Jeden z recenzentów napisał, iż „Sklepy cynamonowe” są utworem trudnym, zbyt trudnym, nierozważnie zaliczonym do listy lektur szkolnych. Cytuję;  Kiedy .. sięgamy po tę książkę po raz pierwszy, będąc w liceum – zazwyczaj niewiele z niej pojmujemy. Skomplikowany język, niejasna, fantasmagoryczna fabuła, brak związków logicznych, słownictwo raczej nieznane licealistom powodują, że utwór ten może się wydawać jedynie wyrazem artystycznej, fanaberyjnej wyobraźni natchnionego pisarza.”

Po tej recenzji poczułam się jak licealistka.

Myślę, że proza Schulza może albo zachwycać, albo odstręczać od czytania. Ja niestety należę do drugiej kategorii odbiorców.

Dlatego moja ocena (nie mająca nic wspólnego z oceną wartości książki, a jedynie będąca określeniem stopnia mojej sympatii dla niej) 3/6