Moje podroze czyli z dziennika grafomanki w srednim wieku

podróże literackie

Zmartwychwstanie- powieść Lwa Tołstoja

 Zdjęcie produktu: Zmartwychwstanie

Do tej pory słysząc Tołstoj myślałam Wojna i pokój albo Anna Karenina. Obie znam z ekranizacji filmowych, wydaje mi się, że czytałaqm, ale było to tak dawno temu, że niewiele pamiętam, więc jakby nie czytała, dlatego chętnie powrócę do ich lektury.

Zmartwychwstanie to powieść określana, jako krytyczno-społeczna. Jej akcja dzieje się na przełomie XIX i XX wieku w Rosji. Tytułowe Zmartwychwstanie można odczytać dosłownie, jako uroczystość religijną, która połączyła młodego arystokratę Dymitra Niechludowa z dziewką służebną Katiuszą Masłową. Można też odczytać je, jako symbol przemiany duchowej głównych jej bohaterów.

Niechludow po pełnym ideałów okresie młodości na skutek poddania się presji otoczenia zaczyna prowadzić życie wygodne i beztroskie;  uwodzi  Katiuszę, zaciąga się do wojska, a następnie trawi czas na zabawach i romansach. Porzucona dziewczyna rodzi jego dziecko, a następnie popadając w coraz większą nędzę trafia do domu publicznego. Po latach los splata ich dzieje ponownie, czyniąc Niechludowa przysięgłym uczestniczącym w rozprawie sądowej, na której podsądną jest Katiusza.  Została ona oskarżona o otrucie klienta w celu rabunkowym. Początkowo Dymitr obawiając się odkrycia przez uczestników procesu swego udziału w doprowadzeniu dziewczyny na ławę sądową (uwiedzenia uczciwej, niewinnej dziewczyny w konsekwencji spowodowało  jej upadek moralny), stara się za wszelką cenę pozostać nierozpoznanym przez Katiuszę. Jego obawa przed odkryciem związku z dziewczyną staje się także powodem przyzwolenia na popełnienie błędu przez ławę przysięgłych. Ci bowiem uznając ją za niewinną kradzieży (czyli stwierdzając brak motywów popełnienia przestępstwa), uznają jednocześnie dziewczyną za winną otrucia, a tym samym skazują na katorgę.

W momencie, kiedy Dymitr uświadamia sobie do czego pośrednio doprowadziło jego zachowanie zaczynają dręczyć go wyrzuty sumienia i podejmuje wszelkie możliwe działania, aby naprawić swój błąd; poczynając od publicznego wyznania swojej „niegodziwości”, poprzez wyzbycie się własności ziemi, a  kończąc na wspólnej podróży z Katiuszą i transportem więźniów na Sybir. I choć autor koncentruje się bardziej na postaci arystokraty to i dziewczyna  ulega przemianie. Do więzienia trafia prostytutka, na katorgę natomiast jedzie kobieta, która pragnie założyć rodzinę i żyć z pracy rąk.

Opisana historia posłużyła Tołstojowi do przedstawienia swoich poglądów  na takie zagadnienia; jak pozbawienie wolności (więziennictwo), własność ziemska, czy wreszcie wiara. Niechludow (czyli Tołstoj) potępia istnienie więzień. Jego zdaniem ludzie nie mają moralnego prawa do sądzenia innych ludzi, takie prawo przynależne jest jedynie Bogu.

Wyraża się w tym jego zasada „nieprzeciwstawiania się złu złem”.

Tołstoj stwierdza, iż sędziowie, którzy zajmują się wymiarem sprawiedliwości są nie mniej, a często są  nawet bardziej winni niż sądzeni. Ponieważ sądzeni nie rzadko „zmuszani” są okolicznościami do popełniania pewnych czynów (nędza i  niewiedza), a sądzący robią to w imię „utrzymania pozycji społecznej” bądź wspinania się po szczeblach kariery (wykazania się przed przełożonymi). Tołstoj potępia także ograniczoność urzędników, którzy dla zadowolenia przełożonych wyzbywają się zdolności współodczuwania i nie chcą dostrzec nielogiczności prawodawstwa i niesprawiedliwości społecznej.

Autor potępia też władzę, dla której lepiej wtrącić do więzienia dziesięć niewinnych osób, niż gdyby jeden winny miał uniknąć kary.

Przedstawia on także okrutne warunki panujące w więzieniach, które prowadzą do deprawacji i zwyrodnienia. Nawet,  jeśli osoba tam zamykana była niewinna wychodząc na wolność staje się ona zdolna do popełnienia przestępstwa.

Powieść ukazuje wszystkie patologie i absurdy życia w carskiej Rosji. A na tym tle ukazuje postawę człowieka, który usiłuje wcielać w życie ideały równości wbrew opinii otoczenia.

Początkowo czytałam powieść ze sporym zainteresowaniem. Z czasem czytało mi się coraz trudniej. Wywody były coraz bardziej nużące. Może nie zrozumiałam idei powieści. Jak dla mnie za dużo jest w niej próby przekonania mnie do „tołstojowskiej filozofii”, która sprowadza się do następujących wniosków:

  • Należy zlikwidować własność ziemską (rozdać biednym cały swój majątek),
  • Należy zlikwidować sądownictwo, a tym samym więziennictwo,
  • Należy zawierzyć Bogu, a wtedy wszystko samo się ułoży,
  • Należy odrzucić przemoc, jaką są instytucjonalne twory; państwo i Kościół.

Czyli jest on zwolennikiem połączenia idei anarchistycznych i komunistycznych z religijnymi.

Na pewno należy docenić wnikliwość i trafność oceny rzeczywistości autora. Jednak już proponowane przez niego rozwiązania nie są dla mnie przekonywujące.

Może właśnie dlatego tak mało przyjemności sprawiła mi lektura tej powieści, bo czułam się trochę, jakbym czytała ulotki propagandowe nowego ugrupowania politycznego.

Czytałam Zmartwychwstanie równocześnie czytając też Nędzników. I to porównanie nie wypadło na korzyść tej pierwszej powieści. Prawie ten sam okres historyczny, bo cóż to jest pięćdziesiąt, sześćdziesiąt, czy nawet siedemdziesiąt lat różnicy. Zresztą Rosję sto lat później dręczyły podobne bolączki, jak Francję sto lat wcześniej. Obie powieści przedstawiają  dysproporcje społeczne pomiędzy biednymi a bogatymi, obie poruszają temat nędzy uciśnionych i nieludzkich warunków panujące w więzieniach. A jednak Nędzników czytam z ogromną przyjemnością. Czytam, bo są to dwa tomy, z który jeden liczy osiemset czterdzieści stron. Zmartwychwstanie natomiast przeczytałam do końca, niejako z obowiązku i nie chcąc wypowiadać się na temat książki, której nie skończyłam czytać, co zdarzyło mi się w przypadku „Serca” Amicisa. Przyznaję, że nie powinno się tego robić, bo jest trochę tak, jak z protestami ludzi przeciwko  np. wyświetlaniu w kinie filmu, który obraża ich uczucia, a którego to filmu nie oglądali, bo ktoś im powiedział, że obraża on ich uczucia.

Moja ocena 3/6

Ps. Na palcach (na razie jeszcze dwóch rąk) odliczam dni do wyjazdu na mój krótki urodzinowo-zimowy tydzień urlopu. Oj będzie się działo. Plany są tak bogate, że ho, ho..