Moje podroze czyli z dziennika grafomanki w srednim wieku

podróże literackie

Zimowy sen

Lubię zimę, lubię, kiedy śnieg otula białą pierzyną cały brud tego świata, lubię ubrane w śnieżne sukmany drzewa, lubię też siedzieć z filiżanką gorącej herbaty i patrzeć, jak sypie z nieba delikatny puszek, ale w okresie między świętami a pierwszymi dniami stycznia  wpadam w coś w rodzaju zimowego letargu. Właściwie najkrótszy dzień w roku już za nami, dnia zaczyna przybywać, a mnie dopada chęć, aby położyć się i przespać ten czas. Mądrze robią ci wszyscy, którzy biorą w tym czasie urlop i tym samym przedłużają sobie czas świąt.

Mnie pozostała wspomniana gorąca herbatka i lektura. Choć i owa lektura idzie mi wolniej, bo zdarza mi się usnąć nad książką. Pocieszam się, że to tylko przesilenie zimowe, a nie pierwsze oznaki starości.

Wczoraj z powodu zamkniętej biblioteki nie mogłam wypożyczyć książki, którą zamierzam przeczytać przed swoim wyjazdem do Warszawy do Muzycznego (Nędznicy). Nic to, jak mawiał Michał Wołodyjowski, jeszcze czeka w kolejce parę książek do przeczytania, a dziś dostałam obietnicę na pożyczenie następnych paru.

Skończyłam czytać Pozwólcie nam krzyczeć. Jej akcja dzieje się w czasie drugiej wojny światowej w Niemczech. Napiszę dziś króciutko o tej książce. Dziś, bo jutro już wszyscy żyć będą szampańskimi imprezami a nie czytaniem książek. Sama książki czytam przez cały rok, ale nie w Sylwestra. Spędzam go (od kilku już lat ku mojej ogromnej radości) na oglądaniu filmów. Już leżą przyniesione przez kuriera gotowe płytki czekające na swój debiut jutrzejszej nocy.

Powieść, jak wynika z przedmowy Fleszerowej powstała na kanwie autentycznych zdarzeń, o których opowiedzieli autorce ich uczestnicy lub świadkowie zdarzeń. Narratorką jest młoda Polka wywieziona na roboty. Z początku sprawia ona wrażenie nieobecnej, osoby, którą mało obchodzi to, co dzieje się dookoła niej. Jedynym jej celem jest uzyskanie od lekarza zaświadczenia umożliwiającego powrót do kraju. Z czasem Magdalena dojrzewa i przestaje być tylko biernym uczestnikiem zdarzeń.

Książka opisuje zwykłe, codzienne, można by rzec banalne sprawy. Jej bohaterowie, cudzoziemscy robotnicy (są tu poza Polakami, Francuzi, Belgowie, Ukraińcy) znaleźli się w małym niemieckim miasteczku z różnych przyczyn. Niektórzy, jak Magdalena wywiezieni przymusowo, a inni przybyli dobrowolnie w poszukiwaniu zarobku.

Nie podejmują oni bohaterskich czynów, nie działają w konspiracji, nie dokonują sabotażu, a jednak życie stawia ich przed koniecznością dokonywania trudnych moralnych wyborów. Przed takimi wyborami wojna stawia także Niemców, którzy w pewnym momencie nie mogą pozostać tylko obojętni, aby pozostać uczciwi wobec samych siebie. Książka przedstawia bardzo różne charaktery ludzkie i różne postawy w obliczu wojennej zawieruchy. Najbardziej zaskakujące są dla mnie postawy Niemców. Może to wciąż pokutuje obraz złego Niemca, jaki zapamiętałam z czasów mojego dzieciństwa. Co prawda od tamtej pory moja wiedza na ten temat uległa sporemu wzbogaceniu, ale nadal zaskakuje fakt, że Niemcy też byli ofiarami tej wojny, (dlatego bardzo dobrze rozumiem kolegę, na którym największe wrażenie w Muzeum Powstania Warszawskiego zrobił synek niemieckiego oprawcy).

Chyba najbardziej poruszyła mnie postawa starej wdowy, właścicielki „hotelu robotniczego”, w którym mieszkają cudzoziemcy. Kobieta z egzemplarzem Mein Kampf i listem od Adolfa Hitlera udaje się na gestapo interweniować w sprawie zwolnienia Magdaleny, ponieważ wie, iż jest ona niewinna. I te jej atrybuty nie są tylko rekwizytami, nie są kamuflażem, one są jej talizmanem. Jest też właściciel fabryki obuwia, który dowiedziawszy się o udziale Polki w próbie ucieczki niemieckiego lekarza ożenionego z żydówką (poinformowała ona go o tym, jaki charakter pełni, znany w Niemczech, jako ośrodek pracy obóz koncentracyjny w Auschwitz) ukrywa ją w piwnicy swojej fabryki.

Pozwólcie nam krzyczeć jest wołaniem o wolność wewnętrzną i wolność wobec innych. W książce krzyk bohaterek jest jedynym możliwym aktem sprzeciwu przeciwko zniewoleniu.

Książka ciekawa i przeczytałam ją z przyjemnością.

Teraz słucham audiobooka Mistrz i Małgorzata i niczym jego bohaterka ulatuję na miotle nad Gdańskiem. To mogę sobie wyobrazić. Ale, nie mogę sobie wyobrazić, że lecę tak jak ona na golasa - tak daleko moja wyobraźnia nie sięga.