Bloog Wirtualna Polska
Są 925 672 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wróżby kumaka Ginter Grass

poniedziałek, 20 lutego 2012 20:18

Przypadek postawił wdowca obok wdowy. A może przypadek nie miał nic do rzeczy, ponieważ ich historia zaczęła się w Zaduszki? W każdym razie wdowa była już na miejscu, kiedy wdowiec potknął się, stracił na chwilę równowagę, ale nie upadł.
Stanął obok niej. Numer butów czterdzieści trzy obok numeru butów trzydzieści siedem. Przy straganie chłopki, który oferował zebrane w koszyku i rozpostarte na gazecie grzyby, do tego cięte kwiaty w trzech wiadrach, wdowiec i wdowa znaleźli się nawzajem.

Tak zaczyna się akcja powieści Gintera Grassa. Jest rok 1989, krótko przed zburzeniem muru berlińskiego. Polska konserwatorka zabytków spotyka niemieckiego profesora – badacza sztuki. Aleksandra Piątkowska i Aleksander Reschke. Wiele ich łączy; wspólnota zainteresowań, wiek (oboje po pięćdziesiątce), przeszłość, której raczej należałoby się wstydzić niż nią chełpić, miejsce (Gdańsk) oraz idea.
Pierwsze spotkanie rozpoczęte pod Halą Targową i spacer do miejsca spoczynku rodziców Aleksandry skutkują narodzinami idei. Aleksandra, pamiętająca niespełnione pragnienie rodziców pochówku w Wilnie i Aleksander przyznający, iż i jego rodzice chcieli być pochowani w Gdańsku, postanawiają założyć Polsko – Niemiecko – Litewskie Towarzystwo Cmentarne. Założeniem towarzystwa jest umożliwienie wszystkim chętnym, którzy musieli opuścić miejsca swego urodzenia powrotu doń na wieczny spoczynek.

To co nazywamy ziemią rodzinną, jest przez nas doświadczane mocniej aniżeli same pojęcia ojczyzny, czy narodu, dlatego tak liczni, z pewnością nie wszyscy, ale w miarę starzenia się coraz liczniejsi żywią pragnienia, żeby być pogrzebanym niejako u siebie, pragnienie zresztą, które przeważnie pozostaje gorzko niespełnione, bo często okoliczności stoją temu na przeszkodzie. … W katalogu praw człowieka należałoby wreszcie zagwarantować również i tę zasadę. Nie, nie mam na myśli postulowanego tu przez działaczy naszych uciekinierskich związków prawa do ziemi rodzinnej- właściwą nam ziemię rodzinną utraciliśmy w sposób zawiniony i ostateczny- ale o prawo zmarłych do powrotu w swoje strony…
Tak Aleksander Rieschke formułuje założenie Towarzystwa, które w ostatecznym kształcie staje się polsko-niemieckim. Strona Litewska z powodów politycznych wykazuje ostrożne zainteresowanie, ale w tej chwili ma inne priorytety (oderwanie się od Związku Radzieckiego). Aleksandra i Aleksander widzą w idei utworzenia Towarzystwa idę pojednania i przebaczenia.
Para bohaterów ulega fascynacji nie tylko ideą, ale i sobą nawzajem.
Piękna idea, jak to często z ideami bywa ulega jednak wypaczeniu. Z jednej strony odzywają się niemieckie dążenia ekspansji polskich terenów pod płaszczykiem tworzenia na polskiej ziemi najpierw niemieckich domów starców, potem zakładów opieki zdrowotnej aż po pola golfowe dla wnuczków odwiedzających ziemię, gdzie leżą prochy ich zmarłych. Z drugiej strony pojawia się wizja zrobienia dobrego interesu (i to z obu stron, zarówno niemieckiej, jak i polskiej).
Bohaterowie stają przed koniecznością podjęcia decyzji, czy kontynuować rozpoczęte dzieło, czy odciąć się od niego, czy iść na kompromis, czy zrezygnować z tego, co było ich wspólnym dzieckiem.

Wróżby kumaka to książka nie tylko o tym, jak piękne idee ulegają wypaczeniu, jak wiele wzniosłych pomysłów niszczy polityka i żądza zysku. Wołanie kumaka w niemieckiej tradycji jest ostrzeżeniem, przestrogą, zapowiedzią nieszczęścia. W książce Grassa wołanie kumaka jest trochę jak wieszczenie Kasandry; napomina i ostrzega.
Książka jest też afirmacją życia, choć nie pozbawioną sceptycyzmu, łączy w sobie realizm z wizjonerstwem.
Mnie we Wróżbach kumaka najbardziej podobały się nowatorstwo języka i miłość do rodzinnego miasta autora, które jest też moim miastem rodzinnym.
Z tego rodzaju narracją spotkałam się po raz pierwszy. Narrator pisze o bohaterach w trzeciej osobie, z dystansu, odnosi się wrażenie, jakby przyglądał się im z zewnątrz, chociaż wiemy, ze korzysta z dziennika głównego bohatera. Odnoszę wrażenie, iż nie wykazuje on zbytniej sympatii do Aleksandra, ale stara się zachować obiektywizm.
Jest to rodzaj narracji, który albo się pokocha od razu, albo będzie czytelnika męczył. Ja pokochałam. Lektura była raczej smakowaniem, niż pożeraniem powieści.
Siedzieli naprzeciwko siebie. Poszła im butelka bułgarskiego czerwonego wina. Wdowa na koniec wymieszała grzyby ze śmietaną, całość lekko popieprzyła i posypała mączysto rozpadłe ziemniaki siekaną pietruszką. Dolewając Reschke zabrudził obrus. Skwitowana śmiechem plama z czerwonego wina. Posypana solą. Znowu elektroniczne kuranty z ratusza; tragiczne, heroiczne. – To melodia do sławnego tekstu Marii Konopnickiej-powiedziała wdowa. – Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród..

Miłość do Gdańska. Czytając wędrowałam uliczkami miasta; od Hali Targowej, zwanej Dominikańską, poprzez Ogarną (mieszkanie Aleksandry), Długą (spotkanie pod Neptunem i ślub w Ratuszu), kościoły św. Jana, Bożego Ciała, Piotra (myślę, że chodziło o kościół Piotra i Pawła, kościół, w którym przystępowałam, do pierwszej komunii), aż po cmentarze. Ten, na którym narodziła się idea Cmentarza jest zarazem tym, na którym spoczywa mój tata. Razem z bohaterami przemierzałam znane i mniej znane zakątki mojego miasta. Jadąc tramwajem przez Wielką Aleję, zwaną dziś Aleją Zwycięstwa, czytałam o przejażdżce bohaterów rikszą tą samą trasą. Odnalazłam w tej książce ogromną miłość do miasta, miłość, którą zapewne potęguje tęsknota do miejsca urodzenia pisarza.
Myślę, że z tego właśnie powodu odbieram ją szalenie osobiści.
Na podstawie książki powstał film w reż. Roberta Glińskiego z Krystyną Jandą (Aleksandra) oraz Matthiasem Habichem (Aleksandrem). To właśnie obejrzenie filmu było dla mnie impulsem do sięgnięcia po książkę.
Moja ocena 5,5/6
Zdjęcia: 1. Lwy z Ratusza Głównego, 2.Hala Dominikańska- dziś, 3. Przedproża na Mariackiej, 4. Park Heweliusza (w tle Wielki Młyn i Pomnik astronoma)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330859109,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kiedy czas teraźniejszy staje się czasem przeszłym

piątek, 17 lutego 2012 20:16

 Ewę poznałam tydzień przed rozpoczęciem roku akademickiego na UG w Sopocie. Polubiłam ją od pierwszej chwili.  Za bezpośredniość i łatwość w nawiązywaniu kontaktów. Jako zamknięta w sobie introwertyczka czułam się nieco onieśmielona i zagubiona w tłumie nieznanych, przebojowych niedoszłych przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości.

Pierwszego dnia podzieliła się ze mną kanapkami i poznała ze swoim chłopakiem.  Od razu poczułam się częścią grupy. Ewa stała się moją pokrewną duszą na uczelni. Korzystałyśmy ze swoich notatek, wymieniałyśmy się w chodzeniu na wykłady, wspólnie spędzałyśmy „okienka” pomiędzy zajęciami. Razem z Ewą i Magdą stanowiłyśmy trójkę papużek nierozłączek. Z Magdą jeździłam na Mazury, z Ewą do Torunia, Kruszwicy, Poznania, Krakowa i Częstochowy.

Ewa zawsze uśmiechnięta, impulsywna, radosna. Nie było sytuacji bez wyjścia. Ilość energii, jaką kipiała ta niewielka, drobna dziewczyna zadziwiała otoczenie.

Zaraziła mnie miłością do muzyki Chrisa de Burgha i Mike Olfielda. Wspólnie chodziłyśmy na koncerty i studenckie imprezy.  

Koniec studiów, mój powrót z wakacji i zaproszenie na ślub, w charakterze świadka. Odwiedziny w domu u rodziców Ewy, gdzie zamieszkali po ślubie, potem w kolejnych wynajmowanych mieszkaniach i w końcu upragniony własny dom. W międzyczasie urodziły się dzieci.

Nasze kontakty stawały się coraz bardziej sporadyczne. Praca, obowiązki, codzienna bieganina. Jednak ilekroć się spotkałyśmy Ewa zawsze promieniowała radością życia i ta radość udzielała się jej znajomym i przyjaciołom.  

Kiedy myślę o Ewie przypominają mi się fragmenty zdarzeń, niepozorne i błahe.

Ewa oprowadzająca mnie po liceum, w którym dyrektorem jeszcze przed wojną był jej dziadek.

Ewa układająca pociągową balladę o ludziach, którzy nie dają nam spokojnie spać na korytarzu kręcąc się tam i z powrotem.

Ewa, z którą wraz ze studentami w krakowskim hotelu pijemy wino z metalowych kubków zagryzając je chlebem ze smalcem, a ona śmieje się tak żywiołowo, że aż uderza głową o ścianę.

Ewa, z którą siedzimy w wieży schroniska młodzieżowego w Toruniu i udajemy księżniczki oczekujące  rycerza, który je uratuje.

Ewa, która ciąga mnie po wszystkich możliwych kościołach, a ja twierdzę, że jeszcze jeden i wracam do domu.

Ewa, która mówi mi na Sylwestrze, że on nie był wart mojej jednej łzy.

 

Zadzwoniła dwa lata temu i jednym tchem poinformowała mnie o śmiertelnej chorobie, z którą się zmaga od pół roku i kocie, który jej wszystko niszczy.  

 

Wczoraj dowiedziałam się, że o Ewie mogę mówić już tylko w czasie przeszłym.

 

Czemu o tym napisałam? Nie wiem. Może i wy przez chwilę zobaczycie Ewę, taką, jaka na zawsze pozostanie w mojej pamięci.



Podziel się:
Tagi: Ewa
Trackback: http://bloog.pl/id,330850677,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Imprimatur Rita Monaldi i Francesco Sordi, czyli kto chciał zwycięstwa Turków pod Wiedniem

wtorek, 14 lutego 2012 23:15

Jest wrzesień 1683 rok. Oczy całej Europy zwrócone są na Wiedeń. Waży się być albo nie być chrześcijańskiej Europy, a może nawet świata. U bram miasta stoją Turcy. Innocenty XI modli się za powodzenie ofensywy, na której czele stoi polski król Jan III Sobieski.
Tymczasem w pewnej rzymskiej gospodzie z powodu śmierci jednego z podróżnych i podejrzenia dżumy kilka osób zostaje odizolowanych od świata. Zamknięci w murach gospody ciężko znoszą kwarantannę. Jakby tego było mało, zdarza się kolejny wypadek. Na tajemniczą chorobę zapada właściciel gospody. W obawie przed zaostrzeniem warunków odosobnienia goście ukrywają kolejny przypadek choroby. Opat Atto Melani wraz z pomocnikiem właściciela gospody rozpoczynają w tajemnicy przed pozostałymi śledztwo w sprawie wyjaśnienia tajemniczej śmierci podróżnego (dżuma czy otrucie) oraz niewytłumaczonego zachorowania właściciela gospody (upadek czy pobicie). Wówczas okazuje się, iż żaden z nich nie jest tym, za kogo się podaje, a dochodzenie prowadzone za pomocą tajemniczych poszukiwaczy relikwii w rzymskich podziemiach ujawniają prawdę o intrygach finansowych i spiskach politycznych. Na jaw wychodzą fakty, które rzucają nowe światło na wydarzenia sprzed wieków. Okazuje się, że nie zawsze, ci których historia uznała za obrońców idei tymi obrońcami byli.
Jeśli receptą na poczytną powieść jest historyczne tło, znane nazwiska, zdarzenia osnute tajemnicą, mnożące się zagadki, pobrzmiewające w tle echa skandalu, choćby sprzed paru wieków, to Imprimatur stworzone zostało zgodnie z ową receptą.
Czytając, nie mogłam oprzeć się wrażeniu podobieństwa pomysłu Imprimatur do Imienia róży Eco. Zarówno historyczne tło, jak i autentyczne postaci, osoba prowadzącego dochodzenie opata oraz jego młodego pomocnika zauroczonego piękną dziewczyną. No i labirynt. Tutaj labirynt podziemnych przejść pod sercem Rzymu. A do tego akcja podzielona na części (tutaj na dni, w Imieniu róży na pory dnia).
Pewne podobieństwo też wykazuje Imprimatur do powieści Dana Browna, tyle, że nie sądzę aby wzbudzała ona aż tak silne emocje. Niewielu oburzy podważanie świętości papieża Innocentego XI na tyle, aby zaliczyć powieść do obrazoburczych.
Mimo tych podobieństw Imprimatur (oznaczające w kościelnych publikacjach pozwolenie na druk i aprobatę władz) nie jest kompilacją obu wyżej wymienionych powieści.
Autorzy Monaldi i Sordi - para dziennikarzy przez kilka lat zbierała w różnych archiwach i bibliotekach materiały historyczne, których analiza stanowi tło powieści. Próba rozliczenia się z pewnym etapem historii jest bowiem podłożem jej napisania. Wykorzystując w powieści zgromadzoną wiedzę autorzy wplatają fikcyjne wątki w celu uatrakcyjnienia przekazu. Czy im się to udało? – musicie ocenić sami. Moim zdaniem tak. Powieść historyczna, która należy do moich ulubionych gatunków ma pobudzić zainteresowanie opisywanym okresem dziejów i jego bohaterami. Powieść nie ma zastępować podręcznika historii, ale pomóc zrozumieć pewne jej mechanizmy. A jeśli jeszcze autorzy posiadają dar przeniesienia w czasie, przekazania klimatu zarówno epoki, jak i miejsca to czytanie sprawia tym większą przyjemność.
Dodatkowym atutem jest dla mnie opis podziemnego Rzymu z gąszczem poplątanych labiryntów, wysp, zbiorników wodnych, z jego tajemniczymi mieszkańcami, z włazami, które prowadzą a to na Piazza Navona, a to pod Panteon, a to pod dom papieskiego lekarza.
Poza historią wyłaniającą się z kart powieści mamy bogaty rys obyczajowy. Opisy strojów, gospody, postępowania w przypadku epidemii, mieszkańców podziemi i najbardziej barwne opisy sztuki medycznej, które brzmią równie archaicznie, choć nie tak drastycznie, jak wstawianie chorego do pieca na trzy zdrowaśki są niezwykle interesujące.
Nie wiem, na ile autentyczne są opisy serwowanych w gospodzie potraw, ale czytanie ich pobudza kubki smakowe na tyle, iż należałoby sobie przygotować na podorędziu odpowiedni zapas kanapek.
Początkowo trochę trudno się połapać who is who, zwłaszcza, iż każdy z gości okazuje się być nie tym, za kogo się podawał, jednak fabuła mnie wciągnęła.
Tajemnice, intrygi, autentyczni bohaterowie i Rzym, moje ukochane miasto w jego barokowej oprawie to wszystko sprawiło, iż czytałam z dużą przyjemnością. Książka odpowiada na pytanie, komu zależało na zwycięstwie Turków pod Wiedniem i jest to odpowiedz (dla mnie) zaskakująca. Czy prawdziwa? Należałoby pogłębić temat. Nie będę jej zdradzać zachęcając zwolenników powieści historycznej do sięgnięcia po książkę.
Moja ocena 5/6
Do książki dołączona jest płyta z muzyką barokową. Muzyka odgrywa bardzo dużą rolę w treści książki. Niestety nie było mi dane jej posłuchać, gdyż książkę wypożyczyłam z biblioteki.
Gdyby ktoś był zainteresowany tematem polecam opinię Bazyla skrajnie odmienną od mojej. Myślę, że dobrze przeczytać różne opinie, aby podjąć decyzję, czy wam się może spodobać, czy raczej sobie odpuścicie.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330843424,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pieniądz, czyli rzecz o pożądaniu - Emil Zola

niedziela, 12 lutego 2012 18:05

Pieniądz Emil Zola
Wydawnictwo –Puls
Ilość stron – 404
Jest to osiemnasta (z dwudziestu) cześć cyklu Rougon – Macquartowie. Zola tworząc cykl powieści poświęcony jednej z francuskich rodzin zamierzał stworzyć przekrój francuskiego społeczeństwa od czasów II Republiki Francuskiej, poprzez zamach stanu Napoleona III aż po wojnę prusko-francuską w 1871 roku. Pragnąc dokonać analizy życia wszystkich warstw społecznych „Pieniądz” został poświęcony mechanizmom funkcjonowania giełdy oraz wpływom, jakie wywiera na człowieka żądza szybkiego wzbogacenia się. Temat, którego autor podjął się z obowiązku, a nie z potrzeby serca nużył go i męczył. Musiał przekopać się przez wiele dokumentów o tematyce i terminologii zupełnie mu obcej, dlatego jedynie, że temat „wchodził logicznie w skład cyklu”.
Zapytany przez Edmunda de Goncourt co robi odpowiada:
„Właściwie nic… Stanowczo nie mogę wziąć się do roboty. A poza tym PIENIĄDZ to takie rozległe, że nie wiem od którego końca zacząć..Ach chciałbym już mieć za sobą trzy ostatnie książki.”
Podobnie, jak dla Zoli tak i dla mnie temat gry na giełdzie, spekulacji finansowych, akcji, zwyżek, zniżek jest tematem wywołującym odruch senności. Zupełnie nie potrafię zrozumieć mechanizmu funkcjonowania giełdy i nie potrafię poddać się emocjom, jakie targają ludźmi żądnymi łatwego i szybkiego zarobku. Jest w tym, dla mnie, jakaś niesprawiedliwość, jakieś oszukaństwo i duże niebezpieczeństwo zarówno dla przegrywających, jak i dla wygrywających, może zwłaszcza dla nich.
Moim zdaniem sam Zola, podejmując temat z obowiązku, nie docenił swojej powieści, bo choć napisał o niewdzięcznym przedmiocie pożądania, sama książka nużącą nie jest.
Ciężko było przebrnąć jedynie przez pierwszy rozdział pełen całkiem mi obcej terminologii. Książka choć oscyluje wokół giełdowych spekulacji jest książką o pieniądzu i jego wpływie na człowieka. Autor próbuje przedstawić emocje, jakim ulega niemal każdy człowiek, który staje przed wizją szybkiego wzbogacenia.
Główny bohater Saccard przez szereg nieprzemyślanych inwestycji stracił ogromny majątek i wypadł z grona ludzi liczących się w świecie finansów. Stracił majątek, ale nie utracił wiary w odzyskanie zarówno bogactwa, jak i pozycji. W wyniku spotkania z idealistą, inżynierem Hamelinem, owładniętym wizją rozwoju Bliskiego Wschodu (budowa sieci dróg, a zwłaszcza budowa kolei żelaznej, wydobycie bogactw naturalnych, rozwój przemysłu i handlu) rodzi się pomysł założenia Banku Powszechnego, którego zadaniem będzie finansowanie inwestycji na wschodzie. Oczywiście, jak w każdym interesie motorem działania jest osiągnięcie zysku. Poprzez szereg poczynań nie do końca zgodnych z prawem (m.in. kreatywną księgowość, sztuczne podwyższanie wartości akcji, skup akcji przez Bank) oraz agresywną kampanię prasową (prowadzoną przez własne wydawnictwo) akcje w przeciągu zaledwie kilkunastu miesięcy siedmiokrotnie podwyższają swą wartość i stają się najbardziej pożądanym towarem na rynku. Inwestują ludzie ze wszystkich sfer społecznych; od ludzi żyjących ze spekulacji giełdowych, poprzez arystokrację, zubożałe ziemiaństwo, mieszczan, biedaków. Pożądanie pieniądza, aczkolwiek różne są jego motywacje (hazard, chęć wzbogacenia, konieczność znalezienia sposobu na wyjście z długów, zapewnienie sobie dożywotniej renty, uzbieranie posagu dla córek) przejawia się niemal u wszystkich jednakowo. Ludzie, którzy wpadli w szpony pożądania nie potrafią myśleć o niczym innym, jak o kursie akcji i tym szczęściu, jakie przyniesie kolejna zwyżka ceny akcji. Pierwszy zarobek budzi nadzieję drugiego, drugi kolejnego i tak bez końca. Zaledwie nieliczni potrafią poprzestać na osiągniętym zysku. Każda zwyżka rozbudza nowe żądze.
Najbliższą Zoli postacią w Pieniądzu, postacią wyrażającą jego opinie i przekonania jest Karolina Hamelin. Siostra inżyniera z początku chcąc dopomóc bratu w realizacji jego marzeń, następnie z miłości do Saccarda daje się porwać grze próbując jednocześnie skierować zainteresowania kochanka na inne sfery życia poza pomnażaniem kapitałów.
Powieść poza wspaniałym studium ludzkich zachowań poddanych pożądaniu bogacenia się przedstawia kontrast pomiędzy dwoma postawami finansistów; poety pieniądza (Saccarda), który działa w imię tworzenia rzeczy wielkich i szlachetnych ulegając namiętnościom i podejmuje niczym nieograniczone ryzyko, nie zważając na koszty (w końcu najważniejszy jest cel) oraz człowieka – liczby (Gundemann), który kieruje się logiką i zdrowym rozsądkiem.
Pieniądz wyraża też pogląd autora na kwestię antyżydowskich nastrojów społecznych, a także jego zainteresowanie narodzinami nowej ideologii socjalizmu.
Najlepszą puentą powieści jest wniosek, do jakiego dochodzi Karolina, kiedy rozmyśla, jakie skutki przyniosło powstanie Banku. „Saccard miał słuszność; pieniądz był jak dotąd nawozem, na którym wyrastała ludzkość jutra; pieniądz truciciel i niszczyciel, stawał się zaczynem życia społecznego, żyznym gruntem niezbędnym do wielkich robót ułatwiających egzystencję (…). Dlaczegóż zatem pieniądz czynić odpowiedzialnym, za brudy i zbrodnie, których jest przyczyną? Czyż w mniejszym stopniu zbrukana jest miłość, która przecież rodzi życie.”
Wciąż rosnąca wartość akcji Banku Powszechnego pobudza wyobraźnię nie tylko uczestników gry, ale także czytelników. Większość z nas bowiem myśli podobnie jak Saccard, ile dobrego można by zdziałać mogąc do dyspozycji tak nieograniczone fundusze. I choć finał wydaje się być przewidywalny to lektura naprawdę wciąga. Chylę czoła przed mistrzostwem Zoli, który z obowiązku i znużenia napisał tak dobrą książkę. Może nie uwiodła mnie ona tak, jak „Wszystko dla pań”, nie zachwyciła, tak jak Germinal, ale zaskoczyła, iż tak niewdzięczny temat można przedstawić w tak interesujący sposób.
Moja ocena 5/6
Nie wiem, czy to skutek uboczny lektury, a jeśli tak, to dziwnie zaskakujący nawet dla mnie, po raz pierwszy w życiu zagrałam w totolotka. Natychmiast po zakupie kuponu zdenerwowałam się, co będzie jeśli wygram. Martwiło mnie to do czasu opublikowania wyników. Na szczęście wygrałam tylko „trójkę”, więc obawy dotyczące kłopotów, jakie mogłaby przynieść niespodziewana fortuna (poza jedyną korzyścią) rozwiały się.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330836999,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Maria i Magdalena autorstwa Magdaleny Samozwaniec

środa, 08 lutego 2012 4:55

Wydawnictwo- Świat Książki.
Rok wydania 2010.
Stron - 552.
Z lektur czytanych w domu rodzinnym najlepiej zapamiętałam dwie książki; „Hrabiego Monte Christo” Aleksandra Dumasa oraz „Marię i Magdalenę” Madzi Samozwaniec. Dlaczego właśnie te dwie? Chyba dlatego, iż były w tak opłakanym stanie, że czytało się je częściami, brakowało im kartek i odpadała okładka. Można było puścić wodze wyobraźni próbując odgadnąć, co też zawierały zaginione strony powieści.
Kilka miesiąc temu sięgnęłam po Hrabiego dziś przyszła pora na Kossakówny.
Samozwaniec to pseudonim literacki Magdaleny z Kossaków; córki Wojciecha, wnuczki Juliusza, siostry Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i kuzynki Zofii- Szczuckiej-Kossak.
„Maria i Magdalena” to biografia rodziny Kossaków na tle młodopolskiej bohemy. Na kartach książki aż roi się od przedstawicieli artystycznego świata oraz anegdotek na ich temat. Dla przykładu pojawia się Sienkiewicz (na którego książkach wychowywała się ówczesna młodzież, którego dzieła panienki czytały z wypiekami na twarzy, a chłopcy w nadziei zostania Kmicicami, czy Skrzetuskimi), Żeromski (którego „Dziejów grzechu” pannom nie wolno było czytać przed zamążpójściem), Tuwim, z którym przyjaźniły się i współpracowały obie siostry. Pojawia się także cała plejada malarzy, aktorów, dziennikarzy, polityków. Przez ich życie przewijają się nazwiska z kart podręczników historii literatury i sztuki.
Magdalena niezwykle malowniczo i z humorem opisuje sposób wychowywania dzieci i młodzieży na początku ubiegłego wieku, sposób, w którym surowe wychowanie, maniery oraz tzw. dulszczyzna często brały górę zarówno nad zdrowym rozsądkiem, jak i nad higieną osobistą. W opisie rodzinnego dworku przejawia się niekłamane uwielbienie dla ojca. Tatko był obiektem podziwu, bezkrytycznej miłości, niedoścignionym ideałem dla dziewcząt, a ich fascynacja Wojciechem trwała przez całe życie. Dom rodzinny, choć nie obfitujący w bogactwa, ale też niecierpiący niedostatków pozwalał dziewczynkom na beztroską egzystencję i oddawanie się ulubionym zajęciom. Zarówno dzieciństwo, jak i młodość upłynęły pannom niemal bezproblemowo. Wychowywane w domu o tak bogatych tradycjach artystycznych nie mogły wyrosnąć na zwykłe gospodynie domowe, tradycyjne żony i matki. No i nie wyrosły na zwykłych zjadaczy chleba. Wyrosły na nieprzeciętnie uzdolnione, wrażliwe poetycko, dowcipne obserwatorki życia, które potrafiły pięknie, wnikliwie i z humorem to życie odmalować.
Biografia zawiera ciekawy opis życia ówczesnego społeczeństwa w Krakowie, Warszawie, Zakopanym czy Juracie. „Maria i Magdalena” to niewyczerpane źródło wiedzy o szczególnej epoce, epoce, w której ludzie chcąc zapomnieć o tragicznej przeszłości pragnąc się radować, bawić, żyć. Anegdotki na temat bohemy ubarwiają i tak kolorową opowieść. Nawet, jeśli nie są do końca prawdziwe, nawet, jeśli utalentowana pisarka nieco je podkolorowała.
Nieodmiennie śmieszą mnie takie scenki, jak;
- Madzia, która podczas wymierzania kary „brania w skórę” po pierwszym razie mówiła „Żeby mamusię tylko rączka nie rozbolała”
- reakcja Tatki na ćwiczenia córki polegające na powtarzaniu mantry „Wdychuję miłość, wydychuję obojętność” – „ A może mogłabyś tak Magdusia wdychiwać mądrość a wydychiwać głupotę”
- pisemne wyznanie pewnego młodzieńca- Nie mogę bez pani rżyć. I dowcipna riposta- to rżyj pan sam.
- wzajemne podkradanie sobie grzechów przez kilkuletnie panienki.
Tytułowymi bohaterkami książki są poetka Lilka i autorka powieści satyrycznych Magdalena. Mnie jednak bardziej do gustu przypadł opisany na kartach powieści klimat dwudziestolecia międzywojennego, klimat artystycznego i ziemiańskiego Krakowa, opis dyplomatycznego światka, po którym poruszała się Magdalena, jako żona dyplomaty. Jako podróżniczkę nie mógł nie zainteresować mnie wątek podróży obu sióstr.
Natomiast zarówno postawa samych sióstr jak i słynnego Papy Kossaka nie zjednały sobie mojej sympatii. Trudno mi zwłaszcza zrozumieć zachowanie i postawę Lilki. Jej przepiękna poezja świadczy o ogromnej wrażliwości. Natomiast z kart książki wyłania się osoba przeświadczona o własnym geniuszu, despotyczna, egoistyczna, egocentryczna. Zachowanie obu sióstr niejednokrotnie budziło moje zdziwienie. To rzucanie się na oślep w coraz to nowe związki, to łamanie serc kolejnym panom, kokietowanie, romanse, rozwody traktowane z przymrużeniem oka. Być może wszystko to wynika z konwencji książki, która z założenia miała być lekka, łatwa i przyjemna i miała być hołdem złożonym siostrze i ojcu. Nie mniej nie zdołałam polubić ani Madzi, ani Lilki, ani Wojciecha z jego licznymi flamami.
Pomimo braku sympatii dla głównych bohaterów książki uważam, że godna jest polecenia, jako wspaniałe źródło wiedzy o pewnej epoce, która nigdy już nie wróci, o paniach we wspaniałych toaletach, szarmanckim mężczyznach, limuzynach mknących z zawrotną prędkością parudziesięciu kilometrów na godzinę i o radości życia.
Moja ocena książki- 5/6



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330825793,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 lutego 2012

Licznik odwiedzin:  233 372

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

O moim bloogu

O podróżach tych dalekich i tych całkiem bliskich, czyli o poznawaniu miejsc, ludzi i siebie oraz o moim uwielbieniu muzyki (musicali) Uwaga: Wszystkie zdjęcia i teksty na tym blogu są mojego aut...

więcej...

O podróżach tych dalekich i tych całkiem bliskich, czyli o poznawaniu miejsc, ludzi i siebie oraz o moim uwielbieniu muzyki (musicali) Uwaga: Wszystkie zdjęcia i teksty na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej podaję autora. Proszę nie publikować ich dalej jako własne! Uszanuj prawa autorskie (USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)!

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 03.02.2012 16:12:48
  • autor: sara-maria
  • treść: Gosiu, dopiero dzisi...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 26.01.2012 16:09:23
  • autor: Monika
  • punkty: 100
  • treść: Zachwycam się tym bl...

Lubię to